Zamek Tenczyn
No i się zaczęło…
Zaczęło się… w dobrym tego słowa znaczeniu. Zaczął się bowiem kolejny sezon wspólnych wypraw Szkolnego Koła PTTK, wyjazdów krajoznawczych, przecierania nowych szlaków, poznawania miejsc, jeszcze przez nas nie poznanych i spotkań z dawno nie widzianymi towarzyszami podróży.
Na rozgrzewkę – choć bardziej pasuje tu słowo „rozruch” – wzięliśmy na cel zamek Tenczyn. Mniej chodzenia, co nie znaczy, że było mniej intensywnie, ale za to więcej zajęć w terenie i nauki przez zabawę. Ta obecnie niepozornie wyglądająca budowla była niegdyś niesamowitą rezydencją z bogatą historią zasłużonego dla kraju rodu Tenczyńskich. A byli to mecenasi sztuki, sponsorzy, budowniczy… tacy dawni „influencerzy” epoki renesansu.
Jak się okazało mieliśmy spore szczęście, gdyż w dniu naszych odwiedzin wypadało – coroczne, hucznie celebrowane Święto Jury Krakowsko-Częstochowskiej – „Juromania”. Czyli zamiast spokojnego rozruchu wyszło turystyczne „trzęsienie ziemi”. I czego tam nie było…? Grupy rekonstrukcyjne, pokazy fechtunku, strzelanie z łuków, huk armat, stroje z epoki, kiermasze pamiątek, degustacje… to ostatnie akurat może pominiemy…!
Ledwo oderwaliśmy się od zamkowych murów, a już czekała na nas kolejna atrakcja – Muzeum Agatów. Jak dowiedzieliśmy się w tej placówce, cała ta okolica położona jest na wygasłym wulkanie, po aktywności którego pozostały w ziemi góry agatów i innych minerałów, sprawiając, że tereny te obecnie uchodzą za najbardziej „agatonośne” w kraju. I nie było to określenie bezpodstawne. Najpierw więc oglądaliśmy wystawę pełną kolorowych kamieni, skamielin i kryształów, a potem… do roboty! Przyszedł czas na najważniejsze – własne poszukiwania.
Wyposażeni w młotki, łopaty i oskardy ruszyliśmy na agatowe „pole bitwy”. Niczym dawni osadnicy ogarnięci gorączką złota w Klondike, tylko zamiast Alaski mieliśmy pod nogami pole w Rudnie, a zamiast złota – błyszczące kamyki. Jak się okazało, odnalezienie pożądanych okazów nie było sprawą łatwą gdyż, co drugi kamień wyglądał na „ten właściwy”, więc emocje były jak przy odkrywaniu skarbu. Ostatecznie zdobyliśmy kilkanaście agatów i całkiem pokaźną kolekcję dodatków: kryształy, chalcedony, kwarce i kalcyty. Ozdobią one prywatne kolekcje naszych uczniów i – miejmy nadzieję – stanowić będą przyczynek do rozwijania zainteresowań mineralogią, którą od kilku sezonów staramy się wszczepiać naszą szkolną innowacją.
A propos innowacji. Nie mogło przecież zabraknąć naszych kamyczków, które pozostawiliśmy zarówno na zamku jak i w wyżej wymienionym muzeum. Również wpadła do kolekcji, zmyślnie ukryta na zboczach zamkowego wzgórza, skrzynka geocachingowa.
Ale najlepszy „łup” przyszedł niespodziewanie – doskonale zachowany wapienny odcisk amonitu – prawdziwie smakowity geologiczny „kąsek”. To dopiero perełka! Nasza szkolna wystawa geologiczna zyska eksponat, który spokojnie mógłby robić karierę w poważnym muzeum…
Sporo wrażeń jak na pierwszy raz… i tyle łupów! Skoro rozruchowy wypad był aż tak intensywny – trochę średniowiecza, trochę geologii, szczypta adrenaliny i cała kieszeń kamieni – to co nas czeka na następnych? No i jak tu nie wyczekiwać kolejnych? A te już niebawem…A na zakończenie odbyło się ognisko i jedliśmy pyszne kiełbaski.
Zapraszamy na stronę realizowanej w naszej szkole innowacji:
Sport i turystka – nowe horyzonty aktywności
K. Śmiechowski
M. Proskura- Buczak
G. Wardega
J. Kus- Buć









