Zagadki z przeszłością w tle – rajd szlakiem cmentarzy z I wojny światowej

13 grudnia, o nieludzkiej porze, gdy większość świata jeszcze smacznie spała, my – pełni entuzjazmu lub przynajmniej jego pozorów – wyruszyliśmy autokarem na ostatni w tym roku kalendarzowym rajd pieszy. Rajd szlakiem cmentarzy z okresu I wojny światowej. Już mieliśmy doświadczenie z dawnymi nekropoliami, gdyż nasz region jest naznaczony tymi pamiątkami przeszłości. Jednak tym razem, ze względu na krótki dzień, wyjazd – można by rzec, miał być kameralnym.
Pieszą część wyprawy rozpoczęliśmy w Dąbrówce Szczepanowskiej, od wejścia na wieżę widokową. Widoki – imponujące. Przy zaskakująco dobrej aurze mogliśmy zobaczyć idealne zarysy naszych Tatr! Po krótkim nacieszeniu oczu ruszyliśmy szlakiem wspomnianych miejsc spoczynku żołnierzy, konsekwentnie udowadniając, że historię najlepiej przyswaja się na własnych nogach.
Na naszej trasie znalazły się m.in. cmentarze w: Lubczy (cmentarz nr 193), Lubince (191 i 192), Korzennej (189), miejscowości Wał (187 i 186), w Gródku (185) oraz Rychwałdzie. Cmentarzy było dużo, tablic informacyjnych, stylowych kaplic i monumentalnych wież jeszcze więcej, a i kilometrów równie sporo, zwłaszcza dla tych, którzy myśleli, że skoro blisko i kameralnie, zatem będzie to „lajtowy” spacer. Na szczęście kondycja dopisała. Nikt nie padł, nikt nie został porzucony w lesie, a ewentualne oznaki zmęczenia skutecznie maskowano dowcipem i udawanym entuzjazmem.
Dodatkową atrakcją wyprawy był oczywiście nasz geocachingowy projekt – czyli wspólne zespołowe poszukiwanie skarbów, które – niestety – tego dnia zamieniło się w lekcję pokory. I choć zabawa przy tym była przednia, bo zagadki zostały rozwiązane wzorowo; współrzędne wyznaczone – precyzyjne; plan – dopracowany, to jednak skrzynki nie do końca chciały „współpracować”. Albo dopadła nas tak zwana „geoślepota”, albo część z nich prawdopodobnie postanowiła przejść na „emeryturę” (zaginęły), a jeszcze inne skutecznie skryły się pod grubą, jesienną warstwą liści, tworząc naturalny system obrony nie do sforsowania nawet przez najbardziej zdeterminowanych poszukiwaczy. GPS wskazywał jedno, rzeczywistość drugie, a liście – trzecie.
Z ośmiu potencjalnych skrzynek, na koncie zapisaliśmy sobie zaledwie dwie z nich. Cóż “c’est la vie”. Czasem tak bywa. Ale w końcu najważniejsze w tym wszystkim jest aby gonić „króliczka”, a nie go złapać. Istotną okazała się wspólna i dobra zabawa. Odnaleźliśmy satysfakcję w samym szukaniu oraz zyskaliśmy pewność, że przyroda zawsze ma ostatnie słowo. Skrzynki wygrały. Albo liście. Albo czas. Trudno powiedzieć.
Rajd zakończyliśmy zmęczeni, ale zadowoleni. Historia została zaliczona, kilometry odhaczone, zagadki rozwiązane, a brak skrzynek przyjęty z godnością ludzi, którzy wiedzą, że nie każda wyprawa musi kończyć się sukcesem – czasem wystarczy dobra historia do opowiedzenia.

Zapraszamy na stronę realizowanej w naszej szkole innowacji:

Sport i turystka – nowe horyzonty aktywności

Nauczyciele realizujący innowację:
Gabriela Wardęga
Małgorzata Proskura-Buczak
Krzysztof Śmiechowski
Justyna Kus-Buć